Newsletter - bądź na bieżąco

ilość produktów: koszyk jest pusty

wartość produktów: koszyk jest pusty

Przejdź do koszyka:   koszyk

rejestracja

Sławni ludzie na monetach » Święty Wojciech

Święty Wojciech
Około 956 roku urodził się Sławnikowi, władcy Libic, silnego grodu na terytorium Czech, szósty syn. Ojciec nadał mu imię Wojciech, "Woietech", co znaczy "radość wojów", ponieważ chłopiec w przyszłości miał zostać rycerzem. Przypadek pokrzyżował te plany. Dziecko ciężko się rozchorowało, prawdopodobnie z przejedzenia. Zdesperowany  Sławnik przyniósł syna do kościoła i położył go na ołtarzu. Gdy chłopiec wyzdrowiał, został przeznaczony do stanu duchownego.
W 972 roku Wojciech wyjechał do Magdeburga .Tam został bierzmowany i przyjął drugie imię Adalbert. Wrócił do Pragi w 981 r., mając 25 lat. Wydawało się, że czeka go świetna przyszłość. Mógł liczyć na sympatię i poparcie księcia Czech Bolesława II i biskupa praskiego Dytmara. Miał miłe usposobienie i łatwo zdobywał sobie przyjaciół, nie stronił od zabaw i towarzyskich spotkań.
To beztroskie życie zmieniła w nieoczekiwany sposób śmierć biskupa Pragi. Obecny przy zgonie Wojciech, był świadkiem przerażenia i rozpaczy, które towarzyszyły Dytmarowi w ostatnich chwilach życia. Świadomy swych błędów i zaniedbań, Dytmar przeżywał wizję własnego potępienia. Wydarzenie to odmieniło Wojciecha . Zaczął poważnie traktować swoje kapłańskie obowiązki.
Biskup Pragi
29 kwietnia 983 roku został następcą Dytmara i biskupem Pragi. Od pierwszej chwili zaczął popełniać błędy. Okazał się pasterzem bezkompromisowym. Gwałtownie potępił obyczaje uważane w Czechach za normalne: porzucanie niechcianych żon, handel niewolnikami, samosądy i rozboje, pogańskie obrzędy pogrzebowe, nieprzestrzeganie świąt i postów. Szybko młody biskup wszystkich sobie zraził. Brak taktu, niecierpliwość, nieumiejętność zarządzania diecezją obróciły przeciwko niemu dotychczasowych przyjaciół. W poczuciu poniesionej klęski, Wojciech po 5 latach rządów diecezją wyjechał do Rzymu.
Papież Jan XV nie potępił jego decyzji, ale nie wyznaczył mu nowych obowiązków, a Wojciech nie wiedział, co ma dalej robić. W końcu postanowił odbyć pielgrzymkę do Jerozolimy. Podczas wędrówki na południe Włoch spotkał Nila, greckiego pustelnika. Nil odkrył, że ma przed sobą człowieka słabego, którego losem trzeba pokierować. Doradził mu powrót do Rzymu i wstąpienie do klasztoru benedyktynów na Awentynie. Wojciech posłuchał tej rady i  pobyt na Awentynie był jednym z najszczęśliwszych okresów jego życia. Łatwo podporządkował się regule zakonnej i wymogom posłuszeństwa. Był lubiany wśród braci. Jednak nadal nosił tytuł biskupa, a diecezja praska pozostawała nieobsadzona.
Jego bezpośredni zwierzchnik arcybiskup Moguncji Willigis nie zamierzał tego tolerować i  nakazał mu powrót do Pragi. Wojciech opuścił Rzym, by ponownie podjąć swoje obowiązki.
Jednak już w 992 roku krwawy incydent skłonił Wojciecha do wyjazdu z Czech. W jego obecności pogwałcono święte prawo azylu. Do Wojciecha zgłosiła się kobieta przyłapana na gorącym uczynku z kochankiem. Wedle obyczaju zdradę karano śmiercią. Wojciech był zdecydowany temu przeszkodzić i ukrył kobietę w klasztorze benedyktynek na Hradczanach. Jednak mąż w towarzystwie sług i krewnych zażądał wydania żony. Napastnicy siłą wdarli się do kościoła św. Jerzego, obezwładnili protestującego biskupa, oderwali od ołtarza kobietę i uśmiercili ją przed wejściem do kościoła na oczach Wojciecha.
Biskup, w poczuciu bezsilności wyjechał do Rzymu i schronił się w klasztorze na Awentynie. Po jego wyjeździe, w 995 roku cała rodzina Sławnikowiców z wyjątkiem najstarszego Sobiebora i przyrodniego brata Wojciecha Radzyma, została wymordowana przez księcia Bolesława II.
Tymczasem uparty metropolita Willigis nadal przypominał Wojciechowi o porzuconych obowiązkach. Wniósł przeciw niemu sprawę do papieża Grzegorza V i uzyskał wyrok nakazujący Wojciechowi pod groźbą ekskomuniki powrót do Pragi. Ostatecznie jednak wyrok złagodzono: jeśli Czesi nie zechcą przyjąć swego biskupa, będzie mógł udać się na misje do pogan. Książę Bolesław II odmówił przyjęcia Wojciecha, co ten przyjął z nieskrywaną ulgą. Uwolniony od obowiązków, którym nie umiał podołać, udał się do Polski. Sławnikowice utrzymywali z Polską tradycyjnie dobre stosunki, poza tym Sobiebór służył w drużynie Bolesława Chrobrego.
Nieudana misja pruska
Wojciech został serdecznie przyjęty przez Bolesława Chrobrego i zdołał zyskać jego przyjaźń. Święty Bruno z Kwerfurtu w żywocie Wojciecha twierdzi, że władca Polski go "miłował".
Po namyśle i naradach z Chrobrym, Wojciech zdecydował się udać do Prus. Misje nie były w ówczesnej Europie czymś nowym. Z powodzeniem i skutecznie nawracano pogan podbijając ich terytoria,  siłą zmuszając do przyjęcia nowej wiary. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, Wojciech pragnął prowadzić ewangelizację bez zbrojnego wsparcia. Bolesław Chrobry uważał to za szaleństwo, jednak ustąpił. Zaopatrzył Wojciecha w łódź i rycerzy, którzy eskortowali go do Gdańska , a stamtąd do Prus. Do dziś nie wiadomo gdzie wylądowali: w Sambii,  w okolicach Królewca , czy w porcie Truso, niedaleko dzisiejszego Elbląga. Wojciech wysiadł z łodzi w towarzystwie przyrodniego brata Radzyma i Włocha Benedykta. Drużynę Bolesława odesłał do domu.
Misja pruska okazała się pasmem niepowodzeń. Trzej przybysze spotkali się z wrogością i zupełnym brakiem zainteresowania. Przepędzano ich z miejsca na miejsce. Zmęczeni i załamani zaczęli wędrować w stronę granicy z Polską. 23 kwietnia 997 roku, po mszy odprawionej na jakiejś polanie, posnęli. Wówczas otoczyli ich Prusowie. Schwytali wszystkich. Naprawdę jednak poszukiwali Wojciecha, w którym rozpoznali najwyższego kapłana. Zabili go siedmioma ciosami włóczni i odcięli głowę. Zatrzymali jego ciało, a Radzyma i Benedykta odesłali do Polski.
Patron Polski
Śmierć Wojciecha stała się wydarzeniem o wymiarze międzynarodowym. Nie był to nieznany nikomu tułacz. W 996 roku poznał i zaprzyjaźnił się z cesarzem Ottonem III, który okazywał mu szczere przywiązanie. Jego podróże do Włoch, Francji, Niemiec czyniły z niego osobę dobrze znaną, o wiele bardziej niż w Polsce, która jeszcze była krajem w dużym stopniu pogańskim. A jednak Wojciech został właśnie patronem Polski. Dzięki jego śmierci w Polsce powstało arcybiskupstwo w Gnieźnie, niezależne od silnego kościoła niemieckiego. Do Gniezna, gdzie złożono ciało Wojciecha, przybył cesarz Otto III w 1000 roku i nazwał Bolesława Chrobrego "przyjacielem i sprzymierzeńcem", włożył mu na głowę diadem cesarski i ofiarował włócznię świętego Maurycego. Ku niezadowoleniu panów niemieckich "uczynił trybutariusza panem i wyniósł go tak wysoko".
Męczeństwo świętego Wojciecha miało także wymiar religijny. Wyraża to legenda o wykupieniu ciała Wojciecha przez Chrobrego, którą opisał Antoni Gołubiew.
U bram Gniezna wzniesiono olbrzymią wagę. Książę umówił się z Prusami, że ceną będzie waga złota równa wadze wojciechowego ciała. Na oczach zgromadzonych mieszkańców i drużynników księcia słudzy wywlekali z grodu kolejne wory naczyń i  sprzętów, które rzucano na szalę. Jednak całe bogactwo zgromadzone w Gnieźnie nie starczyło by przeważyć ciało. Prusowie postanowili je zatrzymać. Zawiedziony i rozwścieczony Bolesław rzucił na szalę swój miecz i wezwał zgromadzonych do pomocy. Najpierw biskup poznański Unger zdjął złoty łańcuch, za nim rzucali cenne ozdoby zgromadzeni mężczyźni i kobiety, w zapamiętaniu, by nie pozostawić ciała w rękach pogan. Wtedy wielu poczuło , że oni już poganami nie są, a rzucony okup stawia ich po tej samej stronie, po której był Wojciech.
Życie Wojciecha było pełne niepowodzeń: nie sprostał obowiązkom biskupa, nie sprawdził się jako misjonarz. Przetrwała natomiast jego idea pokojowego głoszenia Ewangelii. Dzieło to kontynuował wielbiciel Wojciecha, święty Bruno z Kwerfurtu, który poniósł śmierć podczas wyprawy do Jaćwingów. Także jego ciało wykupił Bolesław Chrobry. Przetrwała również archidiecezja gnieźnieńska, mimo rozbicia dzielnicowego, rozbiorów, po dziś dzień.
W bocheńskim kościele ołtarz świętego Wojciecha znajduje się przy drugim filarze południowym, od strony nawy głównej. W centrum przedstawiono świętego w stroju biskupa z wiosłem , trzymanym przez anioła.

Skomentuj artykuł na forum

Portal i sklep numizmatyczny, monety, numizmatyka
wszelkie prawa zastrzeżone © 2007-17
adres: ul. Wspólna 50 lok. nr 1 00-684 Warszawa,
tel. +48 22 523 25 26, fax. +48 22 523 25 01, e-mail: info@emonety.pl