Newsletter - bądź na bieżąco

ilość produktów: koszyk jest pusty

wartość produktów: koszyk jest pusty

Przejdź do koszyka:   koszyk

rejestracja

Inwestycje i analizy rynku monet » Duże nakłady - czy to już koniec?

Ostatnio często słyszę i czytam negatywne opinie kolekcjonerów i inwestorów o nakładach nowo emitowanych monet. Padają stwierdzenia, że Narodowy Bank Polski przesadził z nakładami, że nakłady są za duże, i że to zabije rynek kolekcjonerski w Polsce.

To prawda, że nakłady rosną, jednak może warto się zastanowić, dlaczego rosną? Działa tutaj tak samo jak na innych rynkach odwieczne prawo popytu i podaży, nakłady rosną, bo rośnie liczba osób zainteresowanych monetami.

Pamiętam, że sytuacje, kiedy podobno nakłady były za duże, co w konsekwencji miało prowadzić do zapaści rynku numizmatycznego, miały miejsce w poprzednich latach. Postaram się to pokazać na wykresach dla monet 10, 20 i 200 złotowych okresu po denominacyjnego ( po1995, r.), które zawierają wszystkie emitowane monety poza monetami o tematyce papieskiej, gdyż te, ze swoimi olbrzymimi nakładami, rządzą się innymi prawami.

Pierwsza moneta dwustuzłotowa wydana w 1995 roku z wizerunkiem Fryderyka Chopina miała nakład 500 sztuk, natomiast wydany w 2006 Jeździec Piastowski ma nakład 10000 sztuk, czyli równo dwadzieścia razy więcej, ponieważ NBP planuje nakłady na podstawie zamówień sklepów numizmatycznych i zainteresowania pojedynczych kupujących. Zwiększanie, co roku tych nakładów świadczy tylko o coraz większym zainteresowaniu, czyli rozwoju rynku numizmatycznego w Polsce.

Naklady monet 200zł

Powyższa tabela pokazuje nakłady wydawanych monet 200 złotowych od 1995 roku do początku roku 2008, czyli od XIII konkursu imienia Fryderyka Chopina do 65 rocznicy powstania w Getcie Warszawskim. To prawda, że nieraz, chwilowo, nakłady mogą wydawać się za duże, ponieważ NBP nie jest w stanie idealnie zmierzyć zapotrzebowania na monety. Dlatego raz jest za dużo, innym razem nakład jest za mały jak to miało miejsce od końca 2004 roku do początku 2006. Sytuacja ta będzie się powtarzała cyklicznie. Jeżeli teraz nakłady będą za duże to w przyszłych emisjach NBP zredukuje podaż, aby jeszcze lepiej dostosować ją do popytu. Wtedy na takich monetach można zarobić najwięcej, jak to na przykład miało miejsce w przypadku 200 złotówek z Rejem i Gałczyńskim wydanych w roku 2005. Po trzech latach ich ceny dobijają do poziomu 3000 złotych, co daje zysk około 200% na każdej z tych monet.

Zalegające w bankowych gablotach monety, to niepotrzebne zapasy, których każda firma stara się unikać, dlatego nakłady będą redukowane. Dodatkowo pamiętajmy, że NBP raz ustalając cenę złotej monety nie ma możliwości jej zmiany (nie bierzemy tu po uwagę Bielików), oznacza to, że jeżeli cena złota wzrośnie od czasu emisji monety nawet o 100% to NBP i tak sprzedaje monety po cenach emisyjnych. Nawet po kilku latach.



Powyższy wykres zawiera ceny wszystkich monet 20 złotowych emitowanych od początku 1995 aż do Sokoła z 2008 roku. (Nie zawiera monety papieskiej) Wyraźnie widać, że wielkości nakładów ulegają silnym wahaniom. Silny wzrost trwał od roku 2001 do końca 2004. Monety z roku 2004 długo zalegały w skarbcach i były oferowane w sprzedaży przez długi okres po emisji. Od 2004 roku NBP zaczął zmniejszać nakłady, aby ich wielkość dostosować do faktycznego zapotrzebowania. Nakłady stopniały z max 80000 w roku 2004 do min 56000 w 2007. I to te emisje w latach 2005-2007 dały zarobić najwięcej w tak, krótkim czasie. Ponadto przed bankami tworzyły się olbrzymie kolejki i nie każdy zainteresowany kupił upragniony numizmat do swojej kolekcji.



Analogicznie do 20 złotówek wykres kształtuje się w przypadku monet 10 złotowych. Od 1995 nakłady raz rosną raz maleją, nieustannie trwa dopasowanie nakładów do popytu. Jednak kierunek zmian jest cały czas taki sam, popyt rośnie a rynek sukcesywnie się rozwija.

Monety o największych nakładach są bite w roku 2004, a od 2005 r. nakłady systematycznie maleją, sytuacja dopiero się zmienia w roku 2008, kiedy odpowiedzią na olbrzymie zapotrzebowanie jest ponad dwukrotne zwiększenie ilości monet.

Tak samo ja w przypadku 20 złotówek, na emisjach 10 złotówek po lokalnym szczycie w 2004 można było sporo zarobić na monetach, bowiem okazało się, że chętnych jest znacznie więcej niż monet. Do tego włączyli się nowi zainteresowani i spirala wzrostu cen nakręciła się sama.

Być może, obecne nakłady wydają się być za duże, jednak sytuacja ta będzie dostosowywana do potrzeb rynku na bieżąco. NBP nie może sobie pozwolić, aby duża część nakładu leżała w skarbcu, ponieważ są to straty. Dodatkowo przy okazji emisji monet Kazimierz Dolny Narodowy Bank Polski za pomocą zapisów na monety robi badanie pomocne w ustaleniu najbardziej adekwatnych do potrzeb nakładów. Dlatego, być może jeszcze w tym roku, okaże się, że nakłady zostaną zredukowane, a monety ponownie zaczną przynosić zyski. W regulaminie dotyczącym emisji monet wyraźnie jest powiedziane, że NBP zastrzega sobie prawo do zmiany wielkości nakładu nawet na kilka tygodni przed emisją.

Te osoby, które zorientują się za późno być może znów będą stały w długich kolejkach i będą miały problemy z kupnem w dobrej cenie. Nakłady raz większe raz mniejsze dostosowywane są do zmian rynku numizmatycznego, który, jak widać na wykresach, idzie cały czas w jednym kierunku- rozwija się!

Tomasz Witkiewicz

Skomentuj artykuł na forum

Portal i sklep numizmatyczny, monety, numizmatyka
wszelkie prawa zastrzeżone © 2007-17
adres: ul. Wspólna 50 lok. nr 1 00-684 Warszawa,
tel. +48 22 523 25 26, fax. +48 22 523 25 01, e-mail: info@emonety.pl